Reklama

 

Hiszpania jest krajem bez wątpienia pod wieloma względami zróżnicowanym. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Hiszpanie są bardzo przywiązani do swoich regionów, a każdy z nich to w zasadzie „małe państwo w większym państwie”. Zwyczaje, potrawy, muzyka czy nawet ludzka mentalność – to wszystko nadaje poszczególnym comunidades ich niepowtarzalny charakter. Według wielu opinii to właśnie w dużej mierze stanowi o sile hiszpańskiej turystyki. Tym, co przyciąga odwiedzających do ojczyzny flamenco i Cervantesa, są bez wątpienia celebrowane na wiele sposobów, czasem wręcz zaskakujące, miejscowe święta.

Niech zapłonie ogień

Nasz krótki przewodnik rozpoczniemy od Walencji i słynnych Fallas. W tłumaczeniu na polski stosuje się nazwę Święto Ognia. Podczas obchodów miasto wypełniają ogromnych rozmiarów figury, zbudowane głównie z kartonów. Korzeni tego święta należy upatrywać w dosyć zamierzchłej tradycji miejscowych cieśli, którzy w przeddzień imienin swojego patrona – św. Józefa – palili na ulicach miasta i publicznych placach różnego rodzaju pozostałości i nieużyteczne materiały. Wśród nich znajdowały się między innymi świeczniki i lampy, które służyły im podczas zimowych miesięcy. Z tego powodu data palenia monumentalnych figur zawsze współgra z dniem imienin św. Józefa, 19 marca.

W wieku XVIII stosowano jedynie fragmenty materiałów łatwopalnych, które nie niosły ze sobą żadnego symbolicznego znaczenia. Następnie stały się one niemalże pomnikami, które prezentowały sceny z życia, często piętnowały i krytykowały wady społeczeństwa. Z czasem tworzenie tego rodzaju spektakularnych rzeźb zyskało wymiar niemal konkursowy. Mieszkańcy zaczęli ze sobą rywalizować, a większą uwagę zwracano na walory artystyczne dzieł. W 1901 roku władze miasta przyznały pierwszą nagrodę za najlepszą rzeźbę. Tę datę można więc przyjąć za początek pewnego współdziałania w tej dziedzinie pomiędzy przedstawicielami władzy i ludnością.

Dość o historii. Jak to wygląda aktualnie? Sam kulminacyjny punkt parady i spalenia figur poprzedzają długie i mozolne przygotowania. Już od 1 marca na placu przed Ratuszem każdego dnia o godzinie 14.00 odbywają się pokazy pirotechniczne. Instalowanie rzeźb rozpoczyna się 15 marca, zwykle bywa ich około siedmiuset, a ich wysokość może osiągać nawet 25 metrów. Jest to święto dla mieszkańców Walencji, ale także licznie odwiedzających miasto w tym czasie turystów. Warto zaznaczyć, że prężnie także w tym czasie działają instytucje kulturowe: Instytut Sztuki Współczesnej czy Miasto Sztuki i Nauki, projektu wybitnego architekta Santiago Calatravy. Jedno jest pewne, podczas celebrowania tych dni żaden przebywający w Walencji mieszkaniec czy turysta nie może narzekać na nudę. Tak, jak wcześniej wspominaliśmy, Fallas nie są figurami nic nieznaczącymi. To często karykatury, przedstawiające aktualne socjalne zagadnienia w krzywym zwierciadle.

Wreszcie nadchodzi moment kulminacyjny, figury płoną na oczach zachwyconych tłumów. Nieodzownymi elementami tej części święta są muzyka i fajerwerki. Jedyną rzeźbą, która cało wychodzi z opresji, jest ta, która staje się później eksponatem w muzeum, poświęconym tej właśnie fieście. Jak przystało na Hiszpanię, nie może zabraknąć aspektu religijnego. W trakcie tygodnia celebracji uczestnicy przemarszu składają kwiaty, by oddać cześć swojej patronce, Maryi. Fallas to nie tylko kawalkada z kartonowymi rzeźbami, ale także cały szereg imprez towarzyszących. Krótko mówiąc, świąteczny ogień rozpala same pozytywne emocje!

Pomidor…

swieta_swieta.jpg

Innym świętem, jakiemu bez wątpienia warto, mówiąc o Walencji, poświęcić uwagę jest, Tomatina. W naszym rodzimym języku to nic innego, jak bitwa na pomidory. Areną tych niecodziennych zmagań jest miejscowość Buñol. Fakt, że omawiana fiesta ma miejsce w trakcie wakacji, w ostatnią środę sierpnia, z pewnością jest sporym udogodnieniem dla turystów. Podobnie, jak w przypadku Fallas, celebrowanie tego święta nie ogranicza się do jednego dnia, a rozciąga się na cały tydzień. A zaczęło się niewinnie, od bójki uczestników innej fiesty, gdzie w ruch poszły pomidory. Z czasem powtarzane rokrocznie na mniejszą skalę bitwy na dobre wpisały się w tradycję Buñol i Walencji, a w 1957 roku zostały oficjalnie uznane i zaakceptowane przez władze. Trzeba pamiętać o tym, że udział w bitwie jest płatny, 10 euro to, sądząc po liczbie uczestników, która sięgała w ostatnich latach nawet 40.000, niezbyt wygórowana cena za tak dobrą zabawę.

Rozpoczyna się dość niecodziennie, godzina nie jest do końca jasno określona, sygnał do startu bitwy daje udane wspięcie się na pal wysmarowany tłuszczem i zerwanie umieszczonej na jego szczycie szynki, tego nie można przegapić! Udany „atak” na łup oznacza tylko jedno: czas rozpocząć pomidorową batalię. Podczas godzinnej zabawy uczestnicy zużywają ponad 100 ton dostarczonych ciężarówkami na plac pomidorów. Najważniejszy punkt regulaminu dla uczestników mówi o zgniataniu pomidorów przed wyrzuceniem ze względów bezpieczeństwa. Pomidorowe szaleństwo ogarnia dosłownie wszystkich do tego stopnia, że po godzinie próżno szukać fragmentu ubioru czy skóry wolnego od czerwonych plam. Sprzątanie miejsca zmagań jest nie lada wyzwaniem, uczestnikom na miejscu służą prysznice, chętnie pomagają też mieszkańcy, polewający ich wodą. Ulic w ten sposób oczyścić się nie da, nad doprowadzeniem ich do właściwego stanu czuwa cały sztab osób.

Planując podróż do danego regionu, bez wątpienia warto zwrócić uwagę na odbywające się tam w tym czasie fiesty. Udział w nich gwarantuje nie tylko dobrą zabawę, ale i poznanie choć po części prawdziwego ducha Hiszpanii

Tłumaczenie: Katarzyna Postek

Źródło: www.fallasvalencia.es

www.tomatina.es

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.