Reklama

 

Maryla Rodowicz śpiewała kiedyś: „Wsiąść do pociągu byle jakiego”. W dużych miastach to jeszcze byłoby możliwe. Co zatem z mniejszymi miejscowościami? Coraz ciężej w ogóle pojechać gdzieś pociągiem. Znikają połączenia, rzadziej można zobaczyć pociąg na stacji. Polski transport kolejowy przeżywa kryzys.

Jeszcze nie tak dawno pociąg był bardzo, jak nie najbardziej powszechnym środkiem transportu. Może i długo trwała podróż, ale dla większości była to jedyna możliwość dotarcia do odległych zakątków. Dziś jazda pociągiem wydaje się być abstrakcją. Choćby i dlatego, że likwidują coraz więcej połączeń, albo kurs jest o niezwykłej porze. Skoro usuwają odjazdy, to po co próbują za wszelką cenę zorganizować coraz to szybsze lokomotywy?

Jakiś czas temu zauważyłam ciekawe zjawisko. Otóż była noc... Już późno... I cóż widać? Jedzie pociąg. Oświetlony. Wcale nie jeden z takich zniszczonych. Odmalowany. I co? Pusty! Hmm... Ciekawe dlaczego? Może temu, że jechał o godzinie 1:30? Czy według zarządu kolei o tej porze będzie jeździła większość osób? To nic, że przez cały dzień, pociągu na stacji ani widu, ani słychu. I jeszcze będą się tłumaczyć, że im się nie opłaca. A! No i jeszcze przecież torowisko w nie najlepszym stanie. No tak. Skoro pociągi nie jeżdżą, to szybciej torowisko rdzewieje i się niszczy. A wtedy automatycznie wymówka gotowa. Realia polskiego transportu kolejowego śmieszą wszystkich. W jednym z polskich kabaretów zastanawiano się: „- Pociąg jedzie z miejscowości A do miejscowości B z prędkością 100 km/h. - To już wiem jakie będzie pytanie! Co się wcześniej rozleci, tory czy wagony?”

Teraz należałoby odnieść się jeszcze do tras. Odległość między dwoma miejscowościami wynosi 40 kilometrów. Według trasy kolejowej zrobimy co najmniej drugie tyle. W końcu przecież pociąg nie może jechać po dawnej trasie. Teraz musi jechać do miasta odległego o kilkadziesiąt kilometrów. Tam czeka nas przesiadka, potem jazda do czwartego miasta i dopiero stamtąd możemy dojechać do celu naszej podróży. Czyż to nie jest chore? Ale przecież dawna trasa jest zlikwidowana, bo się nie opłaca. A dla zarządu opłacalne jest, że ktoś musi pokonywać dwa razy więcej drogi? No tak. Oni na tym zarobią. My tylko stracimy.

Wszytko to zamyka się jak w błędnym kole. Pociąg puszczają, likwidują, potem narzekają, że torowisko uszkodzone. Może naprawią, pociąg pojedzie i tak dalej. I tak dalej. Swoją drogą, w innych krajach tego nie ma. Redaktor: Jak porównasz kolejkę Shinkansen do polskich pociągów?
Michał Winiarski: Nie słychać takiego charakterystycznego tudut-tudut-tudut.”  Panie Michale, niech się pan nie martwi. U nas tego też czasem nie słychać. Szczególnie wtedy jak pociągi nie jeżdżą.

Paulina Międzybrodzka

Foto: archiwum własne

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.