Reklama

To się porobiło. Praca szuka pracownika. Polskie zakłady muszą walczyć z zachodnimi ofertami. Czarne – tutaj można było kraść, albo pracować w zakładzie karnym. Więzienie było jedynym solidnym chlebodawcą. Teraz w pobliżu powstała nowa fabryka, może zatrudnić 600 osób, ale brakuje pracowników. Miejscowy urząd pracy szuka ich nawet w ośrodku dla uzależnionych. Dzięki lokalnym przedsiębiorcom prowincja podnosi głowę.

Nawet w wyszukiwarce pod hasłem "Czarne"w pierwszej kolejności "wyskakuje" słynne wydawnictwo o tej samej nazwie. Tymczasem miasteczko zgubione w pomorskich lasach może być symbolem "Polski w ruinie", czyli pisowskiego hasła, które nie znajduje potwierdzenia. Przez lata jedyną dobrą firmą w Czarnem była budżetówka – szkoła, urząd, policja i w końcu zakład karny.

 

To najpierw przy nim powstał zakład meblarski "Negro". Zatrudnił kilkuset więźniów. Na początku tego roku firma oddała nowy zakład. Aby znaleźć pracowników, organizowała nawet giełdę pracy w sąsiednim Debrznie. Zalewu zgłoszeń nie ma. 

– Kto chce pracować, to może znaleźć pracę – kwituje krótko Piotr Jarczyński, kierownik zakładu meblarskiego "Negro" w Czarnem.

Jak czytamy w ogłoszeniu o pracę, zakład oferuje na wejście płacę minimalną plus 1000 zł na szkolenie. Jarczyński: – Myślę, że oferujemy atrakcyjne wynagrodzenie.

 

 

Kilka herezji z pośredniaka
– Wysłaliśmy tam 40-50 osób, głównie kobiet, bo szukają szwaczek. Nie można jednak kierować na siłę. Nie wszyscy się nadają do tej pracy. A pracodawcy chcieliby idealnego pracownika. Dobrze, że też zmieniają podejście i widzą potrzebę doszkolenia – komentuje Marek Czechyra, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Człuchowie.

 

W całym powiecie człuchowskim jest ok. 3 tys. bezrobotnych. Dyrektor przyznaje, że problemy ze znalezieniem rąk do pracy miały i inne zakłady, jak np. zakładu mięsne w Przechlewie. Teraz chętni do pracy dowożeni są z odległych rejonów. Na drogi do pegerowskich wiosek wróciły autobusy pracownicze.

– Tak się teraz zrobiło, że to praca szuka pracownika – komentuje dyrektor człuchowskiego pośredniaka i dodaje kilka zdań, które mogą zabrzmieć, jak herezja. – Można na siłę doprowadzić stopę bezrobocie do zera, ale przecież nie o to chodzi. Wysłaliśmy parę rozwiązań do naszego ministerstwa, które mogą zmobilizować bezrobotnych do podjęcia pracy. Na przykład, aby w urzędy pracy nie gwarantowały składki zdrowotnej. 

Niedawno rozmawiał z władzami Człuchowa i miejscową opieką społeczną. Doszedł do wniosku, że po prostu nie wszystkim się opłaca pracować.

– I to nie chodzi tylko o 500 plus. Jest wiele różnych form pomocy, a ludzie kombinują – dodaje.

 

 

 

Nie zostawiać z boku
Człuchowski urząd pracy, aby wyłuskać 50 ewentualnych pracowników, przejrzał ankiety 600 osób. Teraz nawet uruchomił program dla osób z ośrodka terapeutycznego w Wandzinie. Tutaj trafiają młodzi (od 18. do 30. roku życia) z całej Polski, a wśród nich narkomani, nosiciele HIV itd. To jeden z największych w kraju tego typu ośrodków.

– Nie można zostawić ich z boku – twierdzi Marek Czachyra.

Z boku też nie chce zostawić swoich uczniów miejscowy zespół szkół w Czarnem. W tutejszej zawodówce działa m.in. kierunek - stolarz. Arleta Słowińska, dyrektor szkoły dodaje: – Z pewnością będziemy rozwijać klasy zawodowe. 

 

Prowincja podnosi głowę
Może nie wyjadą za granicę i znajdą pracę w zakładach w tym regionie budowanych głównie przez polskich inwestorów. Do takich wniosków doszła Agata Jaroszewska ze Słupskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Jej zdaniem to lokalni przedsiębiorcy zagospodarowali bezrobotnych stoczniowców, rybaków z kutrów. Wciąż mają "powera", aby się rozwijać.

– W naszej strefie 80 procent nowych zakładów to są reinwestycje, czyli to miejscowi przedsiębiorcy lokują zakłady, które przy okazji rozbudowują – tłumaczy.

Zakład w Czarnem, także otworzył ją w ramach słupskiej podstrefy. Dzięki temu przedsiębiorca uzyskał ulgi podatkowe. W podstrefach dominuje branża przetwórstwa tworzyw sztucznych czy produkujący dla motoryzacji. I – co ciekawe – nawet w tak odległym regionie już pojawili się pracownicy zza wschodniej granicy. Jaroszewska: – Są niezwykle pracowici i ich wydajność jest wysoka. Minusem jest duża rotacja. Chyba z uwagi na przepisy, że mają tylko czasowy pozwolenie na pracę.

 

 

Oni chcą pracować
"Negro" z Czarnem nie wyklucza sprowadzenia pracowników z Ukrainy. O pracownikach z tego kraju zaczynają krążyć opinie jak o Polakach na Wyspach.

– Są tani, dobrze wykwalifikowani i chcą po prostu pracować – komentuje Krzysztof Inglot, z agencji pośrednictwa pracy Work Service.

Może zlikwidować PUP-y i sprowadzić pracowników? Będzie taniej. Inglot ostrożnie ocenia pomysł zamknięcia państwowych pośredniaków. 

– Natomiast pytanie – czy sprowadzić, należy zastąpić – ilu. Według niektórych oficjalnych danych w naszym kraju jest milion ukraińskich pracowników. Może trzeba sprowadzić kolejny milion – komentuje Inglot.

Włodzimierz Szczepański

 

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.