Reklama

„Bakterie” Kamil Rogalski. Fot. Hanna Zając

Odprowadzając dziecko do przedszkola napotykam w szatni troje dzieci: jedno z zielonym katarem rozsmarowanym pod nosem, drugie z mokrym kaszlem opluwający przy tym wszystko w pobliżu, trzecie – wyglądające zdrowo, jeszcze. Pierwszy ma alergię, drugi poranny kaszelek (jego mama twierdzi tak o każdej porze dnia) trzeci- przyszedł z niczym, ale zapewne nie wyjdzie z pustymi rękoma… Wchodząc na przedszkolną salę napotykam całe stadko rozbrykanych alergików i dzieci z porannym kaszelkiem. Zaczynam się zastanawiać co ja robię mojemu dziecku zostawiając je w tym miejscu.

Codzienność mamy przedszkolaka

Oczywiście, że zgadzam się z tym, że dziecko powinno mieć kontakt z rówieśnikami, że lepiej się dzięki temu rozwija, ale coraz częściej nie daje mi spokoju fakt, że rozwija się w nim głównie kolejna choroba, a nie umysł. Większość rodziców to ludzie pracujący, biegnący prosto z przedszkola do biura, nie mający czasu na urlop, czy chorobowe. Większość z nich posiada w pakiecie do dziecka babcię czy opiekunkę- ignoruje często początek choroby, lub daje sobie jeszcze jeden dzień na ściągnięcie tej opieki do siebie. Posyłając malucha do przedszkola, nazywając objawy choroby alergią i zostawiając je w domu dopiero dnia następnego. Niestety wtedy jest już odebrane tylko dziecko, choroba zostaje w przedszkolu.

        Często słyszę jak mama tłumaczy „jutro już dostanę urlop, a dzisiaj niech jeszcze się przemęczy”. Oczywiście, że staram się zrozumieć lęk o utratę pracy. Sama byłam jednym z ogniw większej korporacji, do czasu aż usłyszałam „jest pani wspaniałym pracownikiem, ale ma pani dzieci”. Wiem, co znaczą poranne poszukiwania najwspanialszej cioci, która chociaż na chwilę zaopiekuje się naszym maleństwem, zanim nam uda się zwolnić z pracy. Wiem, jak wiele kosztuje stres na myśl, że w końcu mnie zwolnią, rozumiem to tym bardziej, że nie mam w pakiecie ani babci ani opiekunki. Trudno połączyć rozwój osobisty, z wychowywaniem przedszkolaka. Niestety większość pracodawców nie rozumie tego, a dla tych którzy jednak wspierają mamy - wielki ukłon.

Nie popadając w paranoję- oczywiście, że zdarza się mały niegroźny katarek, że są dzieci które mają alergię czy astmę. Jednak gdy słyszę że są nimi wszyscy, nie wierzę. Czy gdyby przedszkole podzielić na grupę dzieci zdrowych i chorych, nazwijmy ją przechowalnią, czy zostawił byś drogi rodzicu swoje dziecko z innymi chorymi dziećmi, czy dalej wmawiałbyś przedszkolance, że to alergia? Myślę, że przechowalnia na zawsze byłaby miejscem pustym. W regulaminie każdego przedszkola jaki udało mi się przeczytać istnieje zapis:

„Rodzice/opiekunowie prawni deklarują: (…) Natychmiastowe zawiadomienie przedszkola w przypadku wystąpienia u dziecka choroby zakaźnej lub innej mogącej przenosić się na pozostałe dzieci korzystające z usług przedszkola; Przyprowadzanie do przedszkola dziecka wyłącznie zdrowego.”

Niezależnie od tego, czy jest to przedszkole prywatne czy publiczne, przedszkolanki starają się dopilnować zdrowia naszych pociech. I chociaż wydawałoby się, że do wysokiej ceny przedszkola prywatne dołączają wysoki standard, to jeśli chodzi o zdrowie, przekonałam się już że nie ma znaczenia. Niezależnie od ceny dzieci chorują podobnie. A może powinnam napisać, że rodzice są równie nieodpowiedzialni? Dzieci odsyłane są do domu dopiero z podwyższoną temperaturą, która niestety jest jedynym dowodem, na chorobę dziecka. Stanowczo nie obwiniam tu opiekunów przedszkolnych. Winni są głównie rodzice, wmawiający im, że to tylko mały katarek.

        Czy Ty mamo, tato idziecie chętnie do pracy z grypą, bólem głowy? Chociaż życie czasami nas do tego zmusza, czyż nie zostalibyśmy chętniej w łóżku? Jest to duże obciążenie dla naszego organizmu, nie zmuszajmy więc do tego naszych pociech. Lek przeciwbólowy nie załatwia sprawy, a wielu rodziców przyznaje, że nie jednokrotnie korzysta z takich metod. Opinia pediatry: „Dziecko z katarem powinno zostać w domu. Niewątpliwie wzmacnia to jego odporność, jednak może się szybko zamienić w infekcje, jeżeli dziecko jest przemęczone, i narażone na kontakt z innymi infekcjami. Konsekwencją niedoleczonych infekcji może być przewlekłe zapalenie zatok, zapalenie stawów, mięśnia sercowego.”

Każdy z nas zastanawia się czasem, jakie będą nasze dzieci gdy dorosną- czy syn będzie wysoki, a córka piękna, kim będzie? A czy zastanawiamy się nad tym czy będą zdrowe? Myślę, że powinniśmy. Powinno to być naszym priorytetem. Za każdym razem, gdy wspominam o tym, że ktoś powinien się w końcu zabrać poważnie za ten temat słyszę, że i tak nic nie wskóram, że otwieram puszkę Pandory. Myślę jednak, że nawet jeśli jeden z setki zastanowi się następnym razem posyłając chore dziecko do przedszkola, to może za pół roku będzie ich trzech, pięciu, za rok dziesięciu? Jest szansa na to, aby dzieci rozwijały się zdrowo w bezpiecznym otoczeniu, mogły bawić się i śmiać nie obcierając nosa w rękaw. Dlaczego więc nie spróbować?

Hanna Zając

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.