Reklama

Nie chcemy ubogacać się kulturowo

Zgodnie z sondażami przeprowadzonymi kilka tygodni temu na grupie ponad tysiąca Polaków, można zdecydowanie powiedzieć, że jesteśmy przeciwni przyjmowaniu imigrantów. Około siedemdziesiąt procent ankietowanych opowiedziało się przeciw takiemu rozwiązaniu i tylko około dwadzieścia procent je poparło. Dodać trzeba, że tendencja wzrostu ilości przeciwników jest bardzo mocna, badania przeprowadzone we wrześniu ubiegłego roku, wskazywały ich tylko ponad pięćdziesiąt procent.

Popatrzmy na problem z optymizmem. W sumie nie mamy się czego obawiać, tylko nieliczni imigranci są na tyle zdesperowani lub niedoinformowani, że ich celem jest nasz kraj. Porównując poziom opieki socjalnej u nas i w krajach Europy zachodniej lub północnej, wypadamy dość słabo i w tym przypadku można się z tego tylko cieszyć. Dla przeciętnego uchodźcy z Bliskiego Wschodu Polska może być, co najwyżej, krajem tranzytowym w dalszej wędrówce. Na taki rozwój wypadków ma również wpływ nasze nastawienie do obcych. Jako katolicki kraj, ze wszystkimi tego konsekwencjami, nie jesteśmy otwarci na odmienność kulturową i religijną, nie mamy takich tradycji w swej historii. Przed politykami staje obecnie problem uzgodnień ilości uchodźców jakie ma przyjąć nasz kraj w ramach ich podziału na poszczególne państwa Unii Europejskiej. Może jest to nieuczciwe, jeśli przypomnimy w tym miejscu o kilku milionach Polaków, którzy wyemigrowali z kraju. To jest pewien dualizm w pojmowaniu problemu, akceptujemy fakt wyjazdu Polaków, lecz nie zgadzamy się, aby ktoś inny przyjechał w ich miejsce. Nieco lepiej idzie nam z obywatelami krajów takich jak Ukraina i Białoruś. W gruncie rzeczy, przyjęliśmy wobec nich zdrowe stanowisko, podobne do stanowiska Niemców czy Anglików, traktujemy ich jak zło konieczne, wiedząc, że jest wiele pracy, której nikt nie chce wykonywać, poza nimi. Nie jest to pogląd poprawny politycznie, lecz nie mówimy tu o poprawności politycznej.

Z imigrantami kojarzą się głównie obawy. Jeśli kiedyś małe ich ilości przechodziły na ogół niezauważalnie przez media i opinię publiczną, to obecnie martwią się już wszyscy wraz z politykami. Pojawiła się nawet ciekawa koalicja - o imigrantów martwią się obecnie stronnicy oraz przeciwnicy zjednoczonej Europy. Ci pierwsi widzą, że będzie to kosztować za dużo i może mieć realny wpływ na ich poziom życia oraz bezpieczeństwo, natomiast ci drudzy, z większym pesymizmem widzą oczyma wyobraźni rychły upadek Europy jaką znamy i powszechny chaos z tego wynikający. Jak wiemy, elementy chaosu, może w innym wymiarze, już się pojawiły. Jeśli weźmiemy pod uwagę miliony ludzi, którzy prawie wpław przypłynęli do nas, okazuje się, że część będzie zapewne zwykłymi kryminalistami i to o nich rozpisywać się będą wszelkie media. Jednak problem leży gdzie indziej. My Europejczycy mamy dość naiwne przeświadczenie nakazujące nam sądzić, że wszyscy imigranci chcą znaleźć pracę, dom, kupić używany samochód i żyć spokojnie. Nie chcę propagować ekstremalnych poglądów, ale powinniśmy przyjrzeć się historii tych ludzi i historii krajów, z których przybyli. Wszystkie kraje arabskie leżące nad Morzem Śródziemnym, jak również Irak, rządzone były przez dziesięciolecia przez mniej lub bardziej krwawych dyktatorów. Wcześniej panowała w tych krajach monarchia i to na ogół mało tolerancyjna wobec swych przeciwników. Skutkiem tego, od pokoleń nasi imigranci żyli w krajach, gdzie nie słyszano nigdzie o zasadach społeczeństwa obywatelskiego, wolności i równości. W tym miejscu niedoinformowani optymiści mogą stwierdzić, że teraz to się wreszcie zmieniło. To prawda, lecz nie uważam, że zmieniło się na korzyść. Gdy znikł dyktator władze i rację mają ci, którzy posiadają więcej broni i są bardziej bezwzględni. Wspomniani dyktatorzy posiadali tę zaletę, że trzymali pod kontrolą wszelkie organizacje islamskie, obecnie w tych krajach modne stało się uznawanie zwierzchnictwa Państwa Islamskiego, jako spoiwa kulturowego i politycznego. Przyroda nie znosi pustki, jeśli nie ma już bata nad głową, trzeba znaleźć jakieś elementy tożsamości. Próżno ich szukać w Syrii, Iraku i podobnych krajach. Wyzwaniem samym w sobie jest nauczyć tych ludzi bycia Europejczykami. To nie jest zadanie, które można odłożyć na później. Jako przykład może posłużyć model francuski, gdzie władze nie mając pomysłu i środków na asymilację uchodźców z Afryki, po prostu zamknęły ich na przedmieściach wielkich miast, myśląc, że to wystarczy.

Pójdźmy dalej niż jedynie obawy przed przybyszami. Bardziej stanowcze głosy mówią już o inwazji na spokojną i zamożną Europę. Nie jest to najazd jaki mamy w zwyczaju widzieć w telewizji, nie ma tu broni i strzelaniny. Po prostu celem jest dotarcie do bogatego kraju, aby jak najdłużej korzystać z jego zamożności, a jeśli będzie taka możliwość, należy głośno krzyczeć oraz upominać się o swoje prawo, cokolwiek to będzie wtedy oznaczało. Idea wydaje się już sprawdzona przed wiekami, jednym z powodów upadku niezwyciężonego Cesarstwa Rzymskiego byli mało znaczący na początku ludzie przybyli ze wschodu. Aby nie sprawdziła się teza o tym, że historia lubi się powtarzać. Europejczycy nie zdecydują się zapewne w ciągu najbliższego czasu na stanowcze kroki wobec szturmujących ich uchodźców. Mamy jeszcze nieco czasu na zastanowienie się nad tym, co oznacza być obywatelem Unii Europejskiej. Jeśli przygotujemy i wypracujemy jedno stanowisko na ten temat, wtedy łatwiej przedstawiać je przybyszom spoza niej. Uzyskamy tym samym możliwość określania, czy imigranci akceptują nasze reguły, czy też chcą jedynie czerpać z naszej naiwnej gościnności.

 

Autor: Zbigniew Wolski

Fot.:www.bankier.pl

Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Imigranci-w-Polsce-kim-beda-Jak-duzo-dostana-7262261.html

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.