Reklama

 

Nie zaskoczę nikogo stwierdzając, że dla wielu sport to istotna część życia. Jednak niektórym zdarza się zauważyć, iż są kibicami w czasie jakiejś ważnej imprezy. Czy mogą w takim razie tytułować się tak zacnym określeniem jak „kibic”? Nie wydaje mi się... Ale może się nie znam?

Hotki... Hotki everywhere... Taka sytuacja: „Ty, a ten z brodą to jest przystojny, nie?” Po chwili słychać odpowiedź: „No, całkiem, całkiem. Ale w ogóle, jak ta drużyna się nazywa?”. Sytuacja nieco naciągana, ale wiele już na meczach słyszałam. Chcę tym sposobem zachęcić do zastanowienia się nad znaczeniem słowa „kibic”. Według definicji słownikowej, to osoba zainteresowana daną dyscypliną, uczestnicząca w spotkaniach i wspierająca zawodników. A czy ktoś z czytelników zastanawiał się kiedyś, co dla niego oznacza to słowo? Bo dla mnie jest to także szerzenie informacji na temat konkretnej rozgrywki, a przede wszystkim zachęcanie innych do poznania tej dyscypliny. A czasem niewiele trzeba, żeby kogoś przekonać. Może wystarczy raz wybrać się na mecz, by coś zmieniło się w poglądzie na sport?

Skoro już o wyjazdach mowa, może warto wspomnieć o kibicach, którzy za swoją ukochaną drużyną potrafią pojechać na inny kontynent. Przykład? Ależ proszę bardzo. Ostatnie zawody Pucharu Świata w Sapporo. Niby Japonia, a było bardzo dużo polskich kibiców pod skocznią. I co, można? Można! Wystarczy chcieć. Podobnie z mistrzostwami świata w Katarze. Biało-czerwone flagi wypełniały halę sportową. Płock, Lesko, Konin czy Sanok, to tylko kilka miejscowości, z których kibice siedzieli na trybunach. Azja? Żaden problem. To tylko świadczy o tym, jak dla niektórych sport wiele znaczy i dokąd potrafią pojechać za swoją drużyną.

A może coś o klubach kibica? Stowarzyszenia, które zrzeszają kibiców także nieźle się mają. Grupka ludzi dopingująca swoich w rozgrywkach na obcym terenie, czy też u siebie. Wydawać by się mogło, że znaczy to niewiele. A jednak! Daje „kopa” drużynie, która wie, że wierni kibice będą na dobre i na złe. Swoją drogą, widok na ostatnim meczu był zupełnie rozbrajający – prawie cały sektor dla klubu kibica przeciwników pusty. Ale jak to mówią, prawie robi wielką różnicę. Jeden jedyny kibic w barwach swojego ukochanego klubu dopingował nawet głośniej niż cała grupka optująca za gospodarzami. Widok był, przynajmniej moim zdaniem, niesamowity. Uświadomiło mi to, że można naprawdę wiele poświęcić, by tylko wspomóc swój klub.

Paulina Międzybrodzka

oto: http://demotywatory.pl/4196762/Kibicem-sie-jest-a-nie-bywa

 

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.