Reklama

 

30 sierpnia 2014. Dla większości zwykła data. Jednak dla mnie, jak i dla całej siatkarskiej rodziny, to była magiczna data. Wreszcie doczekaliśmy się wielkiego sportowego wydarzenia – Mistrzostw Świata w piłce siatkowej mężczyzn, rozgrywanych w Polsce.

 

Kto by przypuszczał, że Basen Narodowy... Ups. Stadion Narodowy, będzie kiedyś gościł wielotysięczną rzeszę kibiców tak pięknego sportu, jakim jest siatkówka. To właśnie w ostatnią sobotę sierpnia Polska udowodniła, że jak chce to potrafi. Rozpoczęcie było niesamowite. Nie mówię tu o samym spotkaniu z Serbią, którą pokonaliśmy 3:0, ale o oprawie zapierającej dech w piersi. Było na co popatrzeć. Cała choreografia i muzyka naprawdę budziły podziw.

 

Ale przyznam szczerze, że nie o tym chciałam. Jakiś czas przed rozpoczęciem Mistrzostw, Polskę... Co tam Polskę, cały świat obiegła mrożąca krew w żyłach wiadomość – zakodowanie transmisji spotkań. Ale jak to, takie wydarzenie, a tu nie można go normalnie obejrzeć? Przecież to chore. „Ale co zrobisz? No nic nie zrobisz.” Jak z tym faktem mieli sobie poradzić kibice, którym faktycznie zależało na dopingu siatkarzy? Dla chcącego nic trudnego. Szokowało to nie tylko szarego Kowalskiego, ale i samych graczy. Skoro sport ten staje się coraz popularniejszy, to dlaczego trzeba aż tak krzywdzić wszystkich sympatyków? Przemilczę jednak resztę otoczki telewizyjnej.

 

Proszę przyznać się teraz samemu sobie, kto zdziwił się, że to właśnie Polska drużyna sięgnęła po złoto? Bo ja z pewnością nie. Od początku czułam, że staniemy na najwyższym podium. Z takimi graczami nie było innej możliwości. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć tu samego trenera Antigi, trenera Blain'a i całego sztabu. Przecież oni wszyscy pracowali na ten sukces. Nie tak jak się niektórym „wielkim kibicom” wydaje, że za wygraną są odpowiedzialni sami siatkarze. To tylko myślenie sezonowca, który przypomina sobie o istnieniu siatkówki przy okazji wielkiego wydarzenia i od razu staje się ekspertem w tej dziedzinie. Ciekawe na jak długo? Tydzień? Dwa? Czy zaszaleje i jeszcze za miesiąc przypomni sobie jakieś nazwisko?

 

Wracając jednak do całej drużyny. Panowie przeszli bardzo wiele. Ich droga do medalu nie była usłana samymi różami. Często raczej ich kolcami. No bo jak nazwać inaczej Rosję czy Brazylię, które mijaliśmy po drodze? Były to niezwykle wyczerpujące spotkania, które tylko udowodniły wielkość „wielkich Polaków”.

 

Po 40 latach historia zatoczyła koło. Spełnił się sen, który utrzymywał nas przy życiu w ostatnim czasie. Było to wielkim marzeniem, które wreszcie się dokonało. A jak to powiedział kiedyś ś.p. Arkadiusz Gołaś „Nigdy nie pozwól, aby ktoś zniszczył Twoje marzenia”.

 

Paulina Międzybrodzka

 

Foto: http://www.polsatsport.pl/Wiadomosc/Marian-Kmita-Swieto-I-Tak-Bylo/index.html

 

 

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.