Reklama

 

Urodziłem się chyba z myszą od komputera w jednej ręce oraz klawiaturą w drugiej. Komputery zawsze były częścią mojego życia. Początkowo tylko jako zabawka, potem jednak jako narzędzie pracy. Kiedy kupiłem swojego pierwszego notebooka, był to dopiero czas popularyzacji tego typu komputerów. Dziś komputer jest dla mnie przede wszystkim narzędziem pracy i włączony jest praktycznie przez całą dobę. To wymaga ode mnie pewnej stabilności sprzętowej, którą czasami ciężko osiągnąć, kiedy goni się za technicznymi nowinkami.

Od zawsze zachodziłem w głowę dlaczego większość artystów, których znam pracuje na komputerach z logo nadgryzionego jabłka? Poszukiwanie odpowiedzi tylko wzbudziło we mnie pożądanie, które musiałem w jakiś sposób zaspokoić. Zrobił to MacBook 13'', 2 GHz Intel Core 2 duo. Jest on ładny, prosty, bardzo intuicyjnie obsługiwany. Jest też niestety relatywnie drogi, bo przeciętny Mac kosztuje około półtora raza drożej, co podobnej konfiguracji komputery konkurencji. Po kilku tygodniach użytkowania zacząłem rozumieć fenomen tych urządzeń. Obce stały mi się „wiszące” okna i komunikaty w stylu „program nie odpowiada”.

W ofercie Apple jest także seria MacBook Pro, w której komputery mają już o wiele większe możliwości, schowane jednak w nieco większych obudowach. Muzycy, graficy, pisarze, reporterzy i inni wolni zawodowcy, którzy nie mogą sobie pozwolić na chwilową niedyspozycję systemu, preferują właśnie te komputery. Wszystkie te maszyny to jednostki działające na systemach operacyjnych pod nazwą różnych dzikich kotów: tiger czy leopard. Skoro już o programach mowa, to duża część z nich oparta jest o otwarty kod źródłowy. Dzięki temu każdy, kto zna się na programowaniu, może swobodnie przerabiać i udoskonalać zastane programy. To prowadzi do wypuszczania coraz lepszych i ciągle darmowych programów na te platformy. Oczywiście profesjonalne narzędzia pracy, czyli programy do obróbki grafiki, muzyki czy video kosztują tyle samo, bądź nawet więcej, niż ich windowsowe odpowiedniki.

Warto wspomnieć też o systemie „spinania” ze sobą urządzeń takich jak telefon: iPhone, odtwarzacz mp3: iPod czy prezentowany ostatnio tablet: iPad. Automatyczna synchronizacja danych powoduje, że możemy bez obaw wklepać nowy pomysł na hasło reklamowe, czy grafikę w swojego iphone'a, będąc gdziekolwiek poza miejscem pracy. Taki materiał wystarczy potem swobodnie przerzucić do odpowiedniej aplikacji w naszym MacBooku. Zdradliwa wena już teraz może nas zaskakiwać do woli. Nie ma też większych problemów z kompatybilnością urządzeń czy formatem zapisywanych plików pomiędzy Macami, a całą resztą. Jest to największa i najczęstsza obawa nowych użytkowników. Pracuj na Macu, odczytuj i edytuj swoje prace gdziekolwiek i na czymkolwiek zechcesz.

Podsumowując, jeśli dosyć już masz wiszących okien, ciągłego robienia backupów, a komputer jest dla Ciebie czymś więcej niż tylko konsolą do gier, to może warto rozważyć nabycie Maca? Jako szczęśliwy użytkownik i propagator idei użytkowania sprzętu typu „user friendly”, z czystym sumieniem polecam rozwiązania proponowane przez kalifornijską firmę Steve'a Jobbsa. Podkreślam jednak, że jest to tylko moje własne i bardzo subiektywne zdanie.

Autor: tezero

Źródło: http://freelancity.pl/articles?lang=pl&articleId=6#

Państwo: 
Dział: 
Dział Specjalny: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.