Reklama

 

Wszyscy znamy ten świetny moment, kiedy na zapowiedzi dowiadujemy się, że już w Wigilię będziemy mogli obejrzeć kolejną część „Hobbita”. I rzeczywiście w tym wypadku zgadza się to z tym, co twórcy przedstawiają nam we wspomnianej zapowiedzi. Jednak takich sytuacji jest bardzo niewiele. W przypadku większości filmów terminy te trochę się oddalają. W Polsce musimy czekać nawet do 2 miesięcy, aby poznać m.in. nowe przygody Tom’a Cruisa czy kolejny hit Quentina Tarantino.

Pewnie tylko dla mnie jest to dobry powód, żeby wyjechać i być na bieżąco z „całym światem”, a nie cieszyć się „przywilejami” Europy Wschodniej. Przykładowo w  Wielkiej Brytanii najnowszą część „Sin City” Roberta Rodrigueza zobaczyć możemy już 10 dni wcześniej niż w Polsce. Nie jest to bardzo uciążliwy odstęp czasu, jednak sytuacja ta nie dotyczy tylko kinematografii czy innych rozrywek kulturalnych.

„Technologiczna przepaść”

Z każdą nowinką techniczną w danej dziedzinie firmy i wynalazcy wchodzą na rynek Europy Zachodniej dużo szybciej niż do Polski, co ważne – w dużo „przyjemniejszej” cenie. Wyliczono, że jeszcze w 2013 roku taką samą kwotę wydamy: kupując iPhona 5 w Polsce, co lecąc samolotem pierwszej klasy do Londynu, jedząc obiad nad Tamizą, kupując wspomnianego smartfona i wracając do kraju tego samego dnia.

Niestety, Europa Zachodnia, na czele z Wielką Brytanią, znacznie wyprzedza gospodarczo Polskę i obecne zapewnienia polityków, iż już niedługo zrównamy się z tymi krajami są mocno wyolbrzymione. Tymczasem możemy pochwalić się tym, że już niedługo więcej Polaków będzie mieszkać na Wyspach niż w połowie naszego kraju. I to chyba jedyny sposób, żebyśmy znaleźli sie na takim poziomie jak Brytyjczycy.

Jakub Hodowany

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.