Reklama

Ponad trzy czwarte Czechów nie chce, aby pracownicy z Ukrainy otrzymywali w Czechach rządowe świadczenia pracownicze, to znaczy aby byli uprzywilejowani wyższą gwarantowaną płacą. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej przez agencję STEM/MARK. Nie mają jednak nic przeciwko zagranicznym pracownikom.

Może gospodarkę może czeka spowolnienie, jednak głód firm w stosunku do pracowników nie zmaleje. Ale nie ma skąd ich brać. W przedsiębiorstwach brakuje obecnie ponad 342 tysięcy osób. Dlatego stowarzyszenia przedsiębiorców przekonały rząd, aby zezwolił im na „dowiezienie” jeszcze większej liczby pracowników z zagranicy.

Jednak ostatnie badanie przeprowadzone przez agencję STEM/MARK dla firmy Předvýběr.cz, które gazeta MF DNES ma do dyspozycji, pokazuje, że ponad 57% ludzi nie zgadza się z planem podwojenia liczby pozwoleń na pracę dla Ukraińców do 40 tysięcy rocznie. Plan popiera tylko jedna czwarta respondentów.

Prawie trzy czwarte Czechów nie zgadza się z tym, żeby ukraińscy pracownicy mieli o jedną piątą wyższe gwarantowane wynagrodzenie niż Czesi. Za środkiem ochrony zagranicznych pracowników przed nieuczciwymi pracodawcami opowiada się około pięć procent ludzi.

„Parametr płac nie oznacza, że ​​pracownicy zagraniczni mieliby o 20% wyższe wynagrodzenie niż pracownicy czescy” mówi Jitka Hejduková, dyrektor sekcji pracodawców Konfederacji Przemysłu. Cudzoziemiec będzie mógł obsadzić wolne miejsce, w którym wynagrodzenie odpowiada co najmniej 1,2-krotności wynagrodzenia gwarantowanego.

Wynagrodzenie różni się w zależności od trudności poszczególnych zawodów. Ale firmy zwykle oferują więcej pieniędzy. Na przykład spawacze zarobią od 23 tysięcy koron, a zgodnie z rządowym kryterium wynagrodzenie dla cudzoziemców w tej kategorii musi wynosić co najmniej 17 680 koron. Nowy środek ma na celu nie tylko ochronę zagranicznych pracowników, ale także zapobieganie przeciąganiu cudzoziemców w okresie próbnym.

„Dla nas ważniejsze jest raczej to, że ludzie nie mają nic przeciwko zagranicznym pracownikom. Biorąc pod uwagę długotrwały brak pracowników, klienci często pytają nas o możliwość zatrudnienia obcokrajowców” mówi František Boudný, dyrektor sprzedaży w firmie Předvýběr.cz.

Wielu właścicieli firm ma podobne zdanie do respondentów ankiety. „Jak większość czeskich firm nie zgadzam się z tym. To kolejna interwencja, która niszczy środowisko rynkowe, zniekształca je i nielogicznie faworyzuje cudzoziemców nad czeskimi pracownikami” twierdzi Michal Bakajsa, prezes zarządu producenta maszyn rolniczych STS Olbramovice.

„Gwarantowane wynagrodzenie dla Ukraińców wyższe o jedną piątą wydaje mi się nonsensem. Trudno byłoby wyjaśnić takie uprzywilejowanie czeskim pracownikom. Zatrudniamy i nagradzamy Ukraińców w taki sam sposób, jak tutejszych współpracowników” wyjaśnia Vlastimil Zelený, dyrektor firmy budowlanej Vlastimil Zelený - Start z siedzibą w Wysoczynie.

 

Starają się bardziej niż Czesi

Według Hejdukovej Konfederacja Przemysłu poparła wprowadzenie kryterium, zgodnie z którym zagraniczni pracownicy muszą otrzymywać 1,2-krotność gwarantowanego wynagrodzenia. Jednak zaprzecza, że ​​firmom chodzi jedynie o import taniej siły roboczej. Dzisiaj firmy cieszą się z każdego, kto chce u nich pracować. „Pracownik zagraniczny to nie tania siła robocza” mówi Hejduková. Firmy wydają znaczne środki nie tylko na same wynagrodzenia, ale też na rekrutację, związaną z tym administrację i szkolenia.

Ludzie nie mają nic przeciwko pracownikom z zagranicy, co potwierdziła wspomniana ankieta. Jedenaście procent respondentów uważa nawet, że obcokrajowcy są bardziej pracowici niż Czesi i bardziej się starają. „Chętnie zatrudniamy ukraińskich współpracowników, doceniamy ich chęć do pracy oraz ich wysiłki w nauce czeskiego i integracji z miejscową ludnością” mówi Zelený.

Według Bakajsy rząd powinien starać się przyciągnąć większą liczbę obcokrajowców, którzy pracowaliby w firmach krajowych. „Zwiększy to konkurencję na rynku pracy i pozwoli firmom na obsadzenie długo nieobsadzonych wakatów z powodu braku wykwalifikowanych pracowników” mówi Bakajsa.

Według Boudnego zagranicznych pracowników wymagają raczej mniejsze firmy produkcyjne, dla których brak ludzi na rynku jest problemem. Większe firmy produkcyjne zwykle zatrudniają obcokrajowców i nie zawsze mają z nimi pozytywne doświadczenia.

„Największe zainteresowanie budzą oczywiście prace fizyczne, w których chodzi raczej o zręczność, a znajomość języka nie stanowi takiej bariery. Istnieje również zapotrzebowanie na różne zawody w segmencie handlu, usług, gastronomii, a także zainteresowanie sprzedawcami, sprzątaczkami, pokojówkami i recepcjonistkami” mówi Boudný.

Według niego firmy od razu pytają o Ukraińców. „Prawdopodobnie dlatego, że w Czechach mamy z nimi największe doświadczenie, a także mamy podobne usposobienie” mówi Boudný. Także państwo dotychczas koncentrowało się głównie na Ukraińcach. Później popyt rozszerzył się na Filipiny, Mongolię i Serbię.

Od września natomiast rozpocznie się nowy Program Wykwalifikowany Pracownik, kiedy to do tych czterech krajów dołączą jeszcze Białoruś, Czarnogóra, Indie, Kazachstan i Mołdawia.

 

Autor: 
Martin Petříček/Tłum. Katarzyna Starzec
Źródło: 
idnes.cz
Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
11 + 8 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

r e k l a m a