Reklama

 

Nie od dziś wiadomo, że podróże zawsze w jakiś sposób nas kształtują. W zależności od tego, dokąd, w jaki sposób i w jakim celu podróżujemy, dają nam również możliwość poznania realiów funkcjonowania w innych środowiskach. Często skłaniają do myślenia. Podróżując samochodem do miejsca docelowego, którym w naszym wypadku była Hiszpania, trzeba było przygotować się na długie godziny w drodze. Racjonalne rozplanowanie czasu i trasy to podstawowe czynności, które należy wykonać niemal zaraz po podjęciu decyzji o wyjeździe. Na papierze wszystko wyglądało doskonale: dwa dni i jesteśmy na miejscu, po drodze Niemcy i Francja. We Francji nocleg, by zregenerować siły i wyruszyć kolejnego dnia wczesnym rankiem.

Życie jednak potrafi zaskakiwać. Drugiego i, jak nam się wtedy wydawało, ostatniego dnia podróży doszło do niespodziewanej awarii. Niby nic wielkiego – ot zwykły pasek klinowy – i nawet taki laik w temacie motoryzacji jak ja był w stanie stwierdzić, że nie jest to problem na tyle poważny, by całkiem pokrzyżować nasze plany. Co najwyżej dotrzemy jakieś dwie godziny później, myślałam wtedy. Stało się jednak inaczej, a uszkodzenie niewinnej z pozoru części sprawiło, że utkwiliśmy we Francji na ponad dwa dni. Muszę przyznać, że był to mój pierwszy pobyt w tym kraju. Wrażenia, nie tylko ze względu na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, nie do końca pozytywne.

 Miasteczko niewielkie, ale malownicze, niestety… puste. Znalezienie funkcjonującego w ciągu dnia sklepu spożywczego było nie lada wyzwaniem. Ceny za to – można by rzec – paryskie. Od hotelu, aż po francuskie bagietki. Te jednak, trzeba przyznać, były bardzo smaczne.

To, co nie mogło umknąć mojej uwadze z racji tego, że studiuję filologię, to jeszcze inna kwestia: znajomość języków obcych. Niemal od dziecka zewsząd słyszałam, że posługiwanie się językami obcymi to w dzisiejszych czasach sprawa podstawowa. Łamie bariery i otwiera drzwi. Sama również oczywiście głęboko w to wierzę, jednak ten krótki przymusowy pobyt we Francji także w tym aspekcie dał mi do myślenia. Cała nasza podróżująca ekipa była w stanie komunikować się w sumie w pięciu językach obcych. Pech chciał, że wśród nas nie było nikogo, kto posługiwałby się francuskim, nawet w stopniu podstawowym. Francuzi zaś mówili tylko w swoim ojczystym języku, za wszelką cenę spojrzeniem i gestami podminowania próbując wzbudzić w nas poczucie winy, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć ich słów. Jedynymi posługującymi się językiem angielskim w mniejszym lub większym stopniu była recepcjonistka w hotelu oraz mechanik samochodowy, co w dużej mierze pomogło nam wyjść z opresji.

Okazuje się więc, że tak naprawdę znajomość języków obcych nie zawsze jest w stanie pozwolić nam na rozwiązanie problemu. Dużo zależy także od odrobiny szczęścia i tego, gdzie w danym momencie się znajdziemy. Coś optymistycznego na koniec? Wraz z przekroczeniem francusko-hiszpańskiej granicy zyskaliśmy  pewność, że choć jesteśmy w obcym kraju, dzięki znajomości języka nigdy nie znajdziemy się w takiej podbramkowej sytuacji.

Katarzyna Postek

Fot. www.autostrada-a4.pl

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
9 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

r e k l a m a