Reklama

Fot.: http://eremi.blog.onet.pl

Artykuł ten piszę ku przestrodze wszystkich, którym marzą się wczasy w Polsce zorganizowane na własną rękę. Nie dajcie się skusić reklamie nie mającej rekomendacji od osób, które skorzystały z danej oferty.

Zajrzałam do Internetu, by znaleźć odpowiedni pensjonat. Trafiłam na ciekawą ofertę w Świdnicy. Nie dość, że oferowali duży wybór pokoi łącznie z apartamentem, parkingiem na terenie pensjonatu, 24-godzinną recepcją, grillem w ogrodzie, siłownią i spa, lodówką i telewizorem w każdym pokoju – wszystko wliczone w cenę, to jeszcze byli konkurencyjni cenowo w stosunku do innych ofert.
Skusiłam się po przedyskutowaniu tego z resztą rodziny. Zrobiłam rezerwację i dokonałam wpłaty zaliczki.

Miesiąc później zawitaliśmy do owego hotelu. Niestety nie mogliśmy go znaleźć. Po kilkukrotnej konsultacji przez telefon z właścicielem w końcu udało się nam dotrzeć pod wrota owego przybytku. Najpierw trzeba było skręcić w podwórze między starymi, odrapanymi budynkami i przejechać obok noclegowni dla bezdomnych mężczyzn. Potem lawirować w wąskim labiryncie pofabrycznych budynków, by wreszcie dotrzeć na malutkie, brudne podwórze otoczone zniszczonymi murami rodem z najbiedniejszych dzielnic miast XIX-wiecznej Polski.
Okazało się, że pensjonat jest właściwie hotelem robotniczym mieszczącym się w przerobionym zakładzie przemysłu ciężkiego.

Żeby dostać się do pokoju, czekaliśmy prawie dwie godziny pod drzwiami za przyjazdem właściciela. Recepcji, o której była mowa w ofercie, ani śladu. Szef, bardzo młody i arogancki człowiek, o godzinie siedemnastej oprowadził nas w tempie ekspresowym po obiekcie. Palcem pokazał, że tu jest łazienka, a to kuchnia. W pokoju okazało się, że nie ma pościeli. Właściciel powiedział, że musi jechać odebrać ją z pralni i zaraz przyjedzie. O godzinie dziewiątej wieczorem jeszcze go nie było. Syn pokładał się ze zmęczenia. Zadzwoniłam do szefa, który miał pretensje, że musiał kupić dla nas pościele! W końcu zjawił się jakoś o 22:30. Pościele były psu z gardła wyciągnięte: ani nowe, ani dopiero co z pralni. Zażądaliśmy zwrotu zaliczki i chcieliśmy opuścić ów przybytek. Niestety pan wraz ze swoją połowicą był bardzo arogancki. Skapitulowałam ze względu na syna. Gdzieś trzeba było spędzić noc, a plan awaryjny spalił na panewce, bo inne miejsca mieliśmy zarezerwowane do godziny 22.

Trzeba było dzieciaka położyć spać. Gdy zrobiło się ciemno, z okolicznych okien zaglądali nam do pokoju panowie wiszący na parapetach i gapiący się, jakby nigdy nie widzieli kobiet. Zasłon ani żadnych żaluzji nie uświadczyliśmy, więc zawiesiliśmy na oknach koce. Okna nie dało się zamknąć, bo przeciągnięte przez nie były kable od anteny telewizyjnej. Nawiasem mówiąc telewizor tak śnieżył, że nawet pogody nie dało się obejrzeć. Lodówki oczywiście nie było w pokoju, więc miałam problem z przechowaniem leków.

Z okna widok był jedyny w swoim rodzaju. Wysokie na trzy piętra obdrapane mury z powybijanymi szybami. Smutno i buro. Gdy zapytałam gdzie jest parking, pan wskazał na odległy plac należący do noclegowni dla bezdomnych. Na zarzut, że ów teren nie należy do niego, odpowiedział, że jemu to nie przeszkadza. Zapytałam więc o miejsce do grillowania. Usłyszałam, że jak mi tak bardzo zależy, to zaraz pojedzie kupić jakiś ruszt i postawi pod bramą fabryki. Zapytałam więc o siłownię. Okazało się, że w budynku obok jest siłownia, ale prowadzona przez zupełnie kogoś innego, a więc wcale nie bezpłatna i wcale nie na terenie „pensjonatu”. Spa okazało się łazienką. To był jeden koszmar. Zaglądając tam, poczułam się jak w peerelowskim zakładzie karnym. Wielka hala wyłożona betonowym lastriko. Z jednej strony rząd pisuarów, z drugiej rząd pryszniców z foliowymi zasłonkami. Zero drzwi, zero prywatności i na dodatek łazienka koedukacyjna, ponieważ nie było osobnych pryszniców dla kobiet. Ubikacje, o zgrozo, nie miały żadnych zamknięć, a zamiast zamków krzyczały czarną czeluścią wielkie dziury, przez które można było prawie rękę włożyć. Korytarze oznaczone jako droga przeciwpożarowa zawalone były starymi, zniszczonymi meblami, a co kawałek pod napisami „zakaz palenia” stały brudne, zapełnione popielnice.

O szóstej rano obudził nas ryk maszyn. Okazało się, że na parterze funkcjonuje nadal odlewnia metali. Warkot widlaków i rumor przerzucanych metalowych odlewów nie dał się znieść ani chwili dłużej. Okna przez nieszczęsną antenę oczywiście nie dało się zamknąć, by zminimalizować hałas. Wyjrzałam i zobaczyłam księżycowy widok. Po podwórzu między dwoma otwartymi stalowymi wrotami zwinnie uwijał się podnośnik i pracownik w masce tlenowej i ubraniu ochronnym, jak przy skażeniach chemicznych.
Śniadanie zjedliśmy na kolanie, bo stołu i krzeseł nie było w pokoju, a kuchnia nie nadawała się do użytku ze względu na warunki sanitarne (czytaj: smród i brud).
Ponieważ mieliśmy już zarezerwowane miejsca w gospodarstwie agroturystycznym na samym szczycie jednej z pobliskich gór, więc jak najszybciej chcieliśmy opuścić Świdnicę. Niestety telefon właściciela był niedostępny. Po trzech godzinach oczekiwania, by zdać klucze, zostawiliśmy je u sprzątaczki. Po godzinie piętnastej zostałam zasypana sms-ami z pretensjami, co z nimi zrobiłam. Nie interesowało mnie to już zupełnie. Właśnie zakwaterowałam się w cudownym zakątku na Leszczynowym Wzgórzu. Wcześniej jednak odwiedziłam miejscowe urzędy takie jak Sanepid, Urząd Skarbowy i Straż Pożarna, gdzie złożyłam doniesienie o popełnionych przestępstwach. Nikt nie miał zielonego pojęcia, że w tamtym miejscu istnieje jakiś hotel na 50 osób. Właściciel miał zgłoszone do wynajęcia jedynie mieszkanie dwupokojowe w centrum miasta, które górnolotnie nazywał apartamentem i od którego płacił podatek.

Zajrzałam niedawno na stronę tego feralnego hotelu. Wpisy o recepcji, siłowni, grillu i lodówkach w pokoju zostały usunięte. Mam nadzieję, że już nikt nie da się nabrać przynajmniej na tą jedną koszmarną ofertę.

 PS: Pełną relację fotograficzną z owego „rajskiego zakątka” możecie znaleźć pod adresem http://eremi.blog.onet.pl/2014/11/21/ekskluzywne-wakacje/#respond

Małgorzata Katarzyna Skorosz eremi.blog.onet.pl

Państwo: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
13 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.