Reklama

Fot.: http://merlin.pl

Powieść wydana przez Wydawnictwo Erica pt. „Miecz Salomona” Marka Orłowskiego jest pierwszym tomem cyklu zatytułowanego „Samotny krzyżowiec”. Akcja rozgrywa się 1187 roku w Ziemi Świętej. Trwają walki o Królestwo Jerozolimskie.

Tłem są autentyczne wydarzenia z okresu średniowiecza. Jednakże głównym wątkiem powieści jest poszukiwanie zaginionej Arki Przymierza i całkowicie nie mający odbicia w realnych wydarzeniach miecz opętany przez demona. Oczywiście mamy głównego bohatera Rolanda de Montferrat zwanego Czarnym Rycerzem i jego sprzymierzeńców – Zakon Templariuszy.

Został tu zastosowany dobrze sprawdzający się w powieściach awanturniczo-przygodowych wątek „trzech muszkieterów” czyli występują główny bohater i jego przyjaciele, którzy oddadzą za przyjaciela i za sprawę nawet życie. Jeśli chodzi o tło historyczne z okresu średniowiecza, nie można mu nic zarzucić oprócz jednego błędu, o którym napiszę w dalszej części. Autor jest dobrze obeznany z tematem wojen krzyżowych. Spodziewałam się jednak większego profesjonalizmu po takiej publikacji. Zawiodłam się już na pierwszych kartach książki. W „Prologu I” autor zrobił wprowadzenie do opisanych fikcyjnych wydarzeń czasów średniowiecza i cofnął się aż do czasów biblijnego króla Salomona. Dla laika jest to ciekawe i magiczne wprowadzenie. Niestety nie ma nic wspólnego z prawdą jeśli chodzi o samo tło historyczne. Znawcom historii biblijnej od razu rzucają się w oczy rażące, podstawowe błędy. W Izraelu na terenie Kanaanu czyli tak zwanej Ziemi Obiecanej panował wyjątkowy porządek w zarządzaniu, zupełnie inny niż w innych królestwach. Królowie byli wyznaczani przez Boga Jahwe i mieli działać jako Jego przedstawiciele. Zasiadali nie na własnych tronach, ale „na tronie władzy królewskiej Jahwe”, a więc reprezentowali Jego teokratyczne panowanie (1Krn 28,5; 29,23). W przeciwieństwie do niektórych ościennych narodów Izraelici nie ubóstwiali swych władców.
Król Judy kierował sprawami narodu jako jego pasterz (Ps 78,70-72). Na ogół przewodził w bitwie (1Sm 8,20; 2Sm 21,17; 1Krl 22,29-33). Był też sędzią wyższej instancji. Jednakże w pewnych sprawach wagi państwowej lub bardzo trudnych do rozstrzygnięcia (np. ze względu na niewystarczające zeznania świadków) arcykapłan zasięgał rady Jahwe (1Krl 3,16-28) i podawał wyrok królowi, co świadczyło o tym, że to król podporządkowywał się kapłanowi, a nie kapłan był sługą króla, jak to sugeruje autor na stronie 8 i 13 twierdząc, że kapłan nie ośmieli się sprzeciwić woli króla. Kapłan był sługą Jahwe i bał się sprzeciwić woli Boga, a nie człowieka, którym był król.

Władzę króla ograniczały: jego bojaźń przed Jahwe, prawo Boże, którego musiał przestrzegać, oraz wpływ proroków i kapłanów, jak również doradzających mu starszych. Król miał obowiązek sporządzić sobie odpis Prawa i czytać go przez wszystkie dni swego życia (Pwt 17,18, 19). Ponieważ był szczególnym sługą i świeckim przedstawicielem Jahwe, ponosił przed Nim osobistą odpowiedzialność. Dopiero w późniejszych czasach wielu królów judzkich łamało te zasady i sprawowało despotyczne, niegodziwe rządy (1Sm 22,12-13, 17-19; 1Krl 12,12-16; 2Krn 33,9).

Król miał również dbać o to, by życie religijne ludu było wolne od bałwochwalczych wpływów, a prócz tego mógł odprawić niewiernego arcykapłana, jak to uczynił król Salomon, gdy arcykapłan Abiatar poparł zbuntowanego Adoniasza, który próbował przejąć tron (1Krl 1,7; 2,27), jednakże nie miał wpływu na ich służbę i działania na rzecz Boga. Sam także musiał unikać bałwochwalstwa służąc Jahwe, a tymczasem autor sugeruje, że król miał zawieszony na szyi amulet, talizman w kształcie gwiazdy, co było nie do pomyślenia z punktu widzenia pomazańca Bożego. Salomon pod koniec swojego życia rzeczywiście dopuścił do odstępstwa w pałacu. Było to spowodowane wieloma cudzoziemskimi żonami, które czciły pogańskie bóstwa. Sam jednak nigdy nie wyrzekł się całkowicie wielbienia Jahwe.
Kolejnym błędem z zakresu historii biblijnej jest historia nefilim zamieszczona na stronie 12. Mojżesz nie mógł wygnać nefilimów na pustynię, ponieważ według Biblii żyli oni na długo przed nim. Nefilimowie byli potomkami demonów i kobiet ludzkich. Posiadali ogromną moc i byli o wiele wyżsi od ludzi. Pałali złością i przejawiali ogromne zło. To z ich powodu Bóg zesłał na ziemię potop, który zniszczył wszelkie zło wraz z ich źródłem – nefilimami. Tak więc nefilimów nie było już na ziemi, gdy urodził się Mojżesz. Inne błędy pominę, ponieważ mają jedynie typowo duchowy charakter religijny i nie mają wpływu na wyobrażenie czytelnika o opisywanej epoce.

Ostatni błąd, o którym napiszę, zamieszczony w Prologu II” na stronie 50 rozczarował mnie najbardziej, ponieważ dotyczy czasów średniowiecza, które są w kręgu zainteresowań autora, o czym świadczy zamieszczona na końcu nota historyczna. Chodzi mi o diamenty, nad którymi rozpływa się w zachwycie jeden z templariuszy. Jak podaje serwis internetowy www.jubilerskie.info/diament-historia.htm: „W Europie diamenty stały się modne dopiero w XII wieku, jako łupy z wojen krzyżowych. Aż do XVI stulecia nie ceniono ich jednak bardziej niż kryształy górskie. Na królewskich insygniach błyszczały raczej rubiny i szmaragdy. „Dopiero w „1477 r. arcywojewoda Maksymilian I z dynastii Habsburgów wręcza diamentowy zaręczynowy pierścień Marii Burgundskiej, zapoczątkowując tym tradycję trwającą do dziś w naszej kulturze.” Gdyby konikiem autora rzeczywiście było średniowiecze, wiedziałby, że każdy rycerz w tamtych czasach mając takie bogactwo przed oczami zachwycałby się rubinami i szmaragdami, a na diamenty nie zwróciłby w ogóle uwagi. Tym bardziej, że nie znane były wtedy dzisiejsze tradycyjne szlify, przez co diamenty wyglądały niepozornie przy innych intensywnie kolorowych i dobrze oszlifowanych kamieniach szlachetnych.
 

„Miecz Salomona” to pierwsza część cyklu powieściowego z Czarnym Rycerzem w roli głównej. Choć pierwszy tom kończy się w sposób zaskakujący i sugerujący tragiczny koniec głównego bohatera, to możemy być pewni, że nic mu się nie stało i na pewno będzie on występował w kolejnych tomach. Przekonują nas o tym słowa samego autora zamieszczone na końcu „Noty historycznej”: „Czytelników, których ciekawią dalsze losy Rolanda z Montferratu, zachęcam do lektury kolejnych tomów „Samotnego krzyżowca”. Wszystkie pasje i zainteresowania autora, znalazły ujście na kartach tej książki. Mam nadzieję, że kolejne tomy powieści, będą obfitowały również w dokładniejszą wiedzę i w brak błędów historycznych.

Duża ekspresja opisów i barwne kreacje postaci w połączeniu z ciekawą intrygą i interesującą fabułą powoduje, iż otrzymujemy lekturę, która spodoba się wszystkim miłośnikom ciekawych powieści przygodowych, osadzonych w mrokach średniowiecza. Polecam tę powieść przede wszystkim tym, którzy lubują się w opisach rycerskich starć, bitew i wojen, bo w tego rodzaju relacje ta pozycja obfituje najbardziej.

Małgorzata Katarzyna Skorosz
eremi.blog.onet.pl

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.