Reklama

Cezary Traczewski wciąż chętnie koncertuje, szczególnie w towarzystwie kobiet. Na zdjęciu z Aleksandrą Pechytiak, Zofią Sankowską i Aleksandrą Rupocińską po koncercie w ramach Festiwalu Muzyki Barokowej w Kłodzku. Fot. www.kcksir.pl

Cezary Traczewski to wybitny flecista i pedagog. Absolwent Akademii Muzycznej we Wrocławiu, studiował też u profesora Petera-Lukasa Grafa w Sion. W latach 1981-1997 był solistą Opery Wrocławskiej. Juror wielu konkursów oraz wykładowca warsztatów instrumentalnych w Polsce i za granicą. Prowadzi klasę fletu w Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I i II stopnia we Wrocławiu.

Joanna Dobrowolska: Kiedy obserwuję Pana podczas prowadzenia zajęć na warsztatach fletowych, zastanawia mnie jedna rzecz. Przez kilka godzin potrafi Pan uczyć z ogromnym skupieniem, dokładnością i zaangażowaniem. Czy Pan się nigdy nie męczy? Jak można utrzymać maksymalną koncentrację przez tak długi czas?

Cezary Traczewski: To taka sama sytuacja jak przy grze w orkiestrze. Muzyk  musi przez 3 godziny grać i nie może się mylić, bo wyrzucą go z pracy. Przy nauczaniu ta koncentracja jest kwestią wprawy. Uczeń natychmiast wyczuwa, kiedy nauczyciel go nie słucha i myślami jest gdzieś obok. Potrzeba silnej koncentracji, aby lekcja odniosła skutek. Natomiast szczegóły są już osobną sprawą. Kiedy przychodzi do mnie nowy uczeń, staram się ogólnie rozpoznać jego problemy. Później przechodzę do szczegółów pracy nad utworem. Każdy listek od herbaty musi być przeliczony.

Czy nie jest dla Pana trudnością to, że na warsztatach jest tyle różnych osób i każdy przychodzi z innym problemem? Jeden uczeń ma świetną artykulację, ale gra bardzo nieczysto. U drugiego może być z kolei na odwrót.

To trochę podobnie jak w zawodzie lekarza. Każdy pacjent przychodzi z innym problemem, a lekarz musi znaleźć właściwą diagnozę i przepisać lekarstwo. Na warsztatach najpierw uderzam w kierunku tych podstawowych elementów. To przede wszystkim prawidłowa postawa podczas grania, dobre trzymanie instrumentu, dobre frazowanie. Chcę, żeby wiedzieli to zarówno uczniowie, jak też nauczyciele. Jeśli ktoś już ze mną współpracował i spotykamy się ponownie, za drugim lub trzecim razem tworzy się porozumienie. To znacznie ułatwia prowadzenie zajęć.

Uczy Pan nie tylko uczniów, ale też nauczycieli?

Staram się, ponieważ nasze akademie, niestety, nie kształcą nauczycieli. Metodyka nauczania stoi na bardzo niskim poziomie. Absolwent studiów muzycznych trafia do szkoły i często porusza się po ciemku. Dlatego właśnie na warsztatach zawsze staram się mówić nie tylko do ucznia, ale też pośrednio do nauczyciela.

Dlaczego tak Panu na tym zależy?

Flet to instrument trudny, który wymaga sporej inteligencji. Jeśli nauczyciel tego nie rozumie, współpraca jest trudna. Są też rożne typy nauczycieli: tacy, którzy grają i tacy, którzy nie grają. Jeśli nauczyciel z powodzeniem koncertuje, często nie zastanawia się, dlaczego uczniowi coś nie wychodzi. Są też nauczyciele, którzy nie grają publicznie. Widzą, że uczniowi coś nie wychodzi, ale nie potrafią mu pomóc przez brak doświadczenia. Moim zadaniem jest pomóc zarówno tym grającym, jak również tym niegrającym.

Na licznych warsztatach i konkursach spotyka się Pan z wieloma flecistami. Czy do każdego podchodzi Pan w tak zaangażowany i indywidualny sposób?   A może na niektóre osoby reaguje Pan w sposób bardziej zamknięty?

Raczej nie, staram się nie mieć uprzedzeń do uczniów. Chociaż miałem w swojej klasie takich, z którymi nie chciałbym się teraz spotkać. Nie akceptuję ich jako ludzi. Zdarzają się różne osoby – czasami podłe, czasami trochę głupie, czasami naiwne. Miałem także okazję pracować z uczniami, którzy mieli ułomności intelektualne. Nie jest sztuką nauczyć ucznia bardzo zdolnego. Największą satysfakcją dla mądrego nauczyciela jest postęp ucznia słabego – z trójkowego na czwórkowego.

Mam wrażenie, że wielu nauczycieli tego nie rozumie – również w szkołach ogólnokształcących.

Są, niestety, nauczyciele, którzy z góry zakładają, że ktoś jest słaby i nie da się go nauczyć. Ja uważam, że szkoła jest dla każdego. Prawdziwa sztuka to umieć nauczyć każdego ucznia - słabego, średniego, dobrego i wybitnego. Z każdym są inne problemy, najmniej z uczniem dobrym. Co do wybitnych, często są to jednostki uparte, indywidualiści...

...lub nadmiernie przekonane o swojej wartości.

Tacy oczywiście też. Nauczanie to prawdziwa walka. Pracowałem już z wieloma różnymi uczniami. Zdarzały się w mojej klasie również osoby słabe. Pamiętam tę ogromną satysfakcję, kiedy potem na egzaminie inny nauczyciel był zdziwiony, że ta osoba zrobiła tak duże postępy.

Jacy uczniowie sprawiają Panu największą radość?

Bardzo przyjemnie patrzy się na osoby, które podchodzą do tego z sercem. Staram się prowadzić zajęcia ciekawie i intensywnie, więc uczniowie często połykają tego bakcyla do grania. Niektórzy zarzucają mi, że to zła metoda, ponieważ nie powinno się nakręcać uczniów słabych. Nie uważam, że szkoła muzyczna jest tylko dla tych, którzy zostaną zawodowymi muzykami. Szkoła muzyczna kształci melomanów i to też jest szalenie ważne.

Rozmawiała: Joanna Dobrowolska

Zapraszam do przeczytania drugiej części wywiadu w tym samym dziale.

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
6 + 11 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.