Reklama

Wielu z nas narzeka na system edukacji, ale czy znamy alternatywy? Jedną z nich jest szkoła demokratyczna, proponująca edukację w duchu wolności i wspólnoty.

 

Pomysł jest prosty

W Polsce istnieje prawna możliwość zwolnienia dziecka z obowiązku chodzenia do szkoły systemowej poprzez zapisanie go na domowe nauczanie. Jednak nie każdy, kto to robi, decyduje się na samodzielną edukację pociechy. I nie zawsze ma ona miejsce w domu. Dziecko można też zapisać do szkoły odmiennej od jakiejkolwiek publicznej placówki. W szkole demokratycznej będzie miało kontakt z rówieśnikami, czego nie doświadczy w nauczaniu domowym. Będą się nim zajmować profesjonalni nauczyciele. A wszystko przy zachowaniu zasady: nic na siłę.

 

Struktura szkoły

Wiele zależy od założyciela, ale są pewne punkty wspólne. Wszystkie szkoły demokratyczne działają na zasadzie wspólnoty. Decyzje podejmowane są poprzez rozmowę ze wszystkimi członkami instytucji. W dyskusji uczestniczą także dzieci. Oczywiście w miarę możliwości. Trudno, żeby dziecko decydowało o planie finansowym szkoły. Ale już to, w jaki sposób kolega/koleżanka powinien odpracować zniszczenie zabawki jak najbardziej może być ustalone ze wszystkimi. Przy czym nie ma tu mowy o zostawieniu dzieci własnemu losowi i przyzwoleniu np. na zemstę. Nad dyskusją zawsze czuwa nauczyciel i to on ma ostatnie słowo.

Do ciekawostek należy, że aby pracować w szkole demokratycznej nie trzeba być dyplomowanym nauczycielem. Wystarczy być pasjonatem i umieć uczyć. Tu oko puszczone do tych czytelników i czytelniczek, którzy szukają pracy. Może warto się zainteresować? Do bycia nauczycielem nie trzeba mieć nawet wyższego wykształcenia. Oczywiście, jeśli jest się dobrym w nauczaniu.

 

Czy to dobre dla dziecka?

Niestety, szkoły demokratyczne istnieją jeszcze zbyt krótko, żeby jednoznacznie stwierdzić czy dzieci z nich radzą sobie lepiej niż inne. Na pewno jednak tego typu edukacja jest ciekawą alternatywą dla tradycyjnej. Nie tylko ze względu na wolność daną dziecku. Także dla większego nacisku na doświadczenie i umiejętności miękkie oraz ciekawszych lekcji. Inną ważną zaletą tego typu szkoły jest niewielka liczba dzieci w klasach. Nie da się ukryć, że publiczne placówki są przepełnione. Nauczyciel w szkole państwowej nie ma czasu ani energii na tłumaczenie niezrozumiałych fragmentów lekcji. W szkole demokratycznej jest to jeden z jego podstawowych obowiązków. Czas musi się znaleźć. Zresztą przy małej liczbie uczniów nie jest to takie trudne.

Łatwo zwątpić czy dziecko, które nie będzie do niczego zmuszane, da radę zmotywować się do nauki. Z jednej strony człowiek ma naturalną motywację do zdobywania wiedzy. Z drugiej zaś wszyscy (nie tylko dzieci) mamy tendencję do odkładania pracy na nigdy. W dyskusji nad sensownością demokratycznej edukacji obie strony mają silne argumenty. Warto jednak wiedzieć, że wolność w tego typu szkołach nie jest nieograniczona. Każde dziecko musi co roku zdawać egzaminy, warunkujące przejście do następnej klasy. Są to testy tego samego typu, co te zdawane przez dzieci z nauczaniem domowym. Innymi słowy uczeń musi opanować materiał, tego wymaga polski system. Wolność nie sięga tak daleko, aby dało się wcale nie uczyć.

Szkoły demokratyczne mają oczywiście swoje wady. Poza podstawowym dylematem dotyczącym motywacji dziecka, zostaje też kwestia pieniędzy. Takie szkoły nie są niestety bezpłatne. Ale kto wie? Może jeśli idea edukacji alternatywnej rozniesie się szerzej, zacznie ona być finansowana przez państwo? Mówimy oczywiście o dalekiej przyszłości. To raczej kwestia marzeń niż zimnych spekulacji. Lecz może właśnie, wykorzystując słowa Jonasza Kofty (w kontekście różnym od oryginalnego, ale wydaje się trafnie) żeby coś się zdarzyło trzeba marzyć?

Autor: 
Agnieszka Migacz
Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
2 + 11 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

r e k l a m a