Reklama

 

Nie produkuje ani bram, ani ogrodzeń. W swojej kuźni nie ma nawet podkowy. Mimo to, szczęścia mu nie zabrakło. Marcin Widera jest artystą, któremu fundusze z Unii Europejskiej pozwoliły kuć żelazo, póki gorące.

KAMILA ZAŁĘGOWSKA: Istnieje coś takiego jeszcze jak zawód kowala?

MARCIN WIDERA: Istnieje, ale jednak wolę nazywać się metaloplastykiem.

Ktoś odkrył artystyczną żyłkę?

Moja mama była nauczycielką plastyki. To chyba Ona zauważyła moje zainteresowanie sztuką i pokierowała mnie dalej. Później skończyłem liceum plastyczne ze specjalizacją kowalstwa artystycznego i dalsze kierowanie mnie nie było już potrzebne. Połknąłem haczyk. Skończyłem studia na Wydziale Edukacji Artystycznej w Cieszynie. Jako rzeźbiarz, co bardzo łączy się z polem metaloplastyki.

Sto lat temu, żeby zostać kowalem, trzeba było skończyć tzw. kurs podkuwacki, który trwał 3 lata. Po ukończeniu takiego kursu posiadało się licencję na podkuwanie koni.

Nigdy nie zajmowałem się podkuwaniem koni (śmiech). Co jakiś czas dostaję telefony z takimi zapytaniami, ale zawsze odmawiam. Taki paradoks, ale kompletnie się na tym nie znam. Powiem Pani więcej, nawet nie mam przysłowiowej podkowy na szczęście w swoim warsztacie.

Jeśli nie klepie Pan lemieszy, to czym tak naprawdę można się zajmować w dobie XXI wieku?

Odrodzenie tego zawodu wynika chyba z mody na przedmioty użytkowe wykonane ręcznie. Lampki, kinkiety… Uciekam od bram i ogrodzeń jak tylko mogę. Czasami robię balustrady dla bardziej wymagającej klienteli, która posiada jakiś wyrafinowany gust artystyczny. Staram się nie wykonywać tego, co robią warsztaty ślusarskie dookoła nas.

miedzy_mlotem1.jpg

Miłość do muzyki da się połączyć z tak nietypową pracą?

W latach 90-tych zacząłem grać na perkusji. Rozwijała się druga pasja. Łącząc ją z metaloplastyką, pewnego dnia przyszedł moment, w którym sam dla siebie chciałem wykonać instrument perkusyjny. Tak powstał pierwszy werbel, później marka Tohok jako produkt firmy Ferrarius Marcin Widera. Dzisiaj na moich instrumentach gra m. In. Michał „Dimon” Jastrzębski z formacji Lao Che, a werble Tohok są promowane w ogólnopolskim magazynie „Perkusista”.

Opowie mi Pan o swojej przygodzie z Afryką?

Polska firma Navimor podpisała kontrakt na realizację budowy Akademii Rybołówstwa i Nauk o Morzu w Namibe w Angoli. Budowa tamtejszej szkoły wyższej jest największą tego typu inwestycją realizowaną przez polską firmę w Afryce w ramach współpracy tego kontynentu z Unią Europejską. Na terenie Campusu mają znajdować się rzeźby nawiązujące do przewodnich myśli Akademii. Stworzyłem dla nich potężny globus wykonany ze stali o wysokości 3,5 metra. W czerwcu 2014 roku rzeźba zostanie umieszczona na jego terenie. Razem z nią, staną jeszcze dwie rzeźby mojego autorstwa: żeglarskie koło sterowe, również wykonane ze stali, oraz starożytny cyrkiel służący dawniej jako kompas i narzędzie do nawigacji.

Jak narodził się pomysł na Ferrarius?

Jako indywidualista nie zastanawiałem się dość długo. Już w momencie ukończenia liceum plastycznego marzyłem o własnej firmie, ale z drugiej strony, będąc typowym nieogarniętym artystą, w moim przypadku otworzenie biznesu wydawało się kompletnie niemożliwe. Minęło dobrych parę lat zanim dojrzałem do tego pomysłu.

W jaki sposób udało się go zrealizować?

Jak już byłem zdecydowany, że chcę prowadzić działalność na własną rękę, pojawiła się możliwość skorzystania z programu Europejskiego Funduszu Społecznego i pozyskania na nią środków finansowych. Zgłosiłem się do programu Kapitału Ludzkiego „6.2 Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia”. We wniosku wprowadziłem element innowacyjności, jako że wykonuję nowoczesne przedmioty za pomocą klasycznej techniki kowalstwa artystycznego. Program był realizowany przez Wojewódzki Urząd Pracy w Katowicach. W całej organizacji planu pomogło mi Bielskie Centrum Przedsiębiorczości. Brałem udział w ponad 80-ciu godzinach szkoleń, co mi jako artyście bardzo pomogło w samoorganizacji.

Wahał się Pan? Czy się uda?

Aplikowałem na początku 2010 roku, czyli w czasach kiedy zaczęliśmy obserwować pierwsze symptomy kryzysu gospodarczego. Dookoła można było częściej zaobserwować zamykające się firmy, aniżeli nowo powstałe. Bardzo się bałem. W październiku dowiedziałem się, że biznesplan został zatwierdzony i uzyskam środki na otwarcie firmy. Wiedziałem, że nie mogę się już wahać, chociaż na początku miałem dużo wątpliwości. Z pozyskanych funduszy profesjonalnie wyposażyłem warsztat. Dodatkowo byłem po szeregu szkoleń dotyczących reklamy i zaistnienia na konkurencyjnym rynku, o czym wcześniej zupełnie nie miałem pojęcia.

Na przestrzeni tych 4 lat od uzyskania dotacji, dość dużo się zmieniło wokół Pana dzięki Funduszom Europejskim.

Zrezygnowałem z pracy w firmie dystrybuującej bębny jednej z czołowych światowych marek. Otworzyłem swój warsztat metaloplastyczny, finalnie połączyłem muzyczne hobby z kowalstwem. Nie mogę powiedzieć, że przez te 4 lata mało się wydarzyło. Trzeba tylko trochę wiary w siebie.

 

Rozmawia KAMILA ZAŁĘGOWSKA

miedzy_mlotem2.jpg

Rzeźby wykonane na teren Campusu dla Akademii Rybołówstwa i Nauk o Morzu w Namibe. Projekt budowy placówki jest największym przedsięwzięciem edukacyjnym krajów UE w Afryce, a powstająca Akademia będzie największą szkołą wyższą o charakterze morskim na tym kontynencie.

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.