Reklama

 

W fazie odległej abstrakcji. Na etapie czysto fantasmagorycznych rozważań. Brak modelu matematycznego czy nawet koncepcji, jak ten problem ugryźć. Póki co jest równie realna co kamień filozoficznych lub perpetuum mobile. Skoro temat ociera się o, jakby to ujął klasyk, o niemożliwą niemożliwość, to po co ten cały szum?

Idea zimnej fuzji jest stara jak ludzkość. Nie samo pojecie rzecz jasna, które zrodziło się dopiero w momencie rozwoju fizyki atomowej, a rządza nieograniczonej mocy. Ucieleśnia ona pragnienie niewyczerpanego źródła energii. Ale od początku – czym jest synteza jądrowa. Zjawisko to polega na połączeniu jader dwóch pierwiastków, w skutek czego powstaje jedno jądro, lecz o masie minimalnie mniejszej, niż suma mas poszczególnych jąder. Ten mały promil masy, w postaci czystej energii, jest sednem całego zamieszania, i gorącym obiektem pożądania. Problem w tym, że aby dwa jądra chciały się ze sobą połączyć (jako, że oba mają ładunek dodatni, za bardzo im się do tego nie spieszy), a tym samym oddać promil swej energii, potrzebują bardzo zdecydowanej zachęty w postaci temperatury rzędu milionów stopni w skali Kelvina. I tu zaczynająsię schody. Do tej pory reakcja ta zachodziła tylko w wyniku wybuchu jądrowego.

Sporo zamieszania, a przede wszystkim energia miast napędzać jakiś dobroczynny cel ludzkości, obraca ją w perzynę. Elektrownie atomowe to też inna para kaloszy, bo w zasadzie są to tylko nieprzyzwoicie wielkie generatory pary. Para, powstała przez schładzanie reaktora, popycha łopatki turbiny (podobnie jak dynamo w rowerze), wprawiając je w ruch, a one (przy pomocy przeróżnych cewek) tworzą prąd. Sęk w tym by ucywilizować energię powstałą w wyniku fuzji atomów, a przy tym się nie poparzyć. Skoro na zimno nie wychodzi… Czytaj więcej...

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
6 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

r e k l a m a